Czasem bywa tak że dodatkowa para rąk przydała by się nam w kuchni. A bo to mąż przywiózł z działki od rodziców całą siatę warzyw, a bo to gdzieś w pobliżu nas jest opuszczony sad, a to była wyprzedaż na bazarze - no nie ważne.
No i ja zostałam szczęśliwą posiadaczką takiej torby warzyw. Marchew, pietruszka, seler, no i obowiązkowo kabaczki.
Nie jeden bądź dwa, a około 10 potężnych kabaczków. Wogóle słowo kabaczek pasuje mi do czegoś małego, a one były olbrzymie i wcale milusich kabaczków nie przypominały. Po kilku dniach potykania się o tą siatę w naszej uroczej aczkolwiek malusiej kuchni stwierdziłam że trzeba coś z nimi zrobić.
Bo wyrzucić szkoda, a jeść kabaczki na śniadanie obiad i kolację przez co najmniej dwa tygodnie to gruba przesada. I tak to w czeluściach internetu znalazłam przepis na keczup kabaczkowy. Który jest pyszniasty.
Całe szczęście że w tych moich kulinarnych rewolucjach pomógł mi mój niezastąpiony pomocnik- Doniasty - pewnym jest że bez niego nie nic by nie wyszło.
Zapraszam Was na zdjęciową relację z naszej współpracy: